Translate

piątek, 8 listopada 2013

Uwaga !

Blog od teraz będzie pod innym adresem, ponieważ blogger.pl się, że tak powiem lekko zepsuło.
Do poprzedniej aktualizacji wszystko było okej,  a teraz wszystko się popsuło. Posty się nie dodają, opcje zaniżone. Jednym słowem klapa.
Tak więc postanowiłam, że nie będę się męczyć z niefunkcjonalnością bloggera i przeniosę bloga tu :
fly-away-kb.blog.pl
Przepraszam za nagłe zmiany :D

środa, 6 listopada 2013

Rozdział 9

Rozmawiałyśmy z Kornelą do późna. Około godziny dwudziestej drugiej przyjechał po nią tato, bo jutro szkoła, a ona uczy się w Brzegu. Musiałyśmy się pożegnać, ale obiecała mi, że jak tylko będzie miała czas to przyjedzie mnie odwiedzić.
Kamil cały czas siedział u siebie w pokoju. Chyba na serio się obraził naszymi żartami. Pewnie jest głodny. Zrobię mu kolację. Może nie będzie już taki zły .
Usmażyłam mu naleśniki. Całą górę naleśników, bo ja też miałam zamiar je jeść. Postawiłam na tacę talerz z plackami, dżem truskawkowy, dwie szklanki mleka i nóż.
-PUK-Puk- powiedziałam, gdyż nie miałam jak zapukać.
Po chwili drzwi się otworzyły.
- Zrobiłam ci kolację- powiedziałam po chwili.
- Dziękuję. Nie musiałaś. Może zjesz ze mną?
- Chętnie- nawet jakby mi tego nie zaproponował to i tak bym z nim jadła.
Położyłam tacę z jedzeniem na łóżku. Usiadłam po jednej stronie, a Kamil naprzeciw . Chyba zrobił się na serio głodny, bo nie patrząc na mnie zaczął pałaszować pierwszego naleśnika.
- No a jak tam w szkole ?- nie ma to jak temat o szkole. Nie ma o co pytać?
- No dobrze. Jakoś leci. Teraz nie mamy lekcji bo robimy dekorację na bal wiosenny .
- Idziesz?- mówił smarując kolejnego placka dżemem .
- Muszę, Założyłam się z "kolegą" , że pójdę.
- A nie chciałaś iść ?- popatrzyła na mnie trochę dziwnie.
- No nie chciałam . To takie dziwne ?  Nie lubię balów. Trzeba ubierać się w sukienki - no właśnie trzeba iść ją kupić- a potem w nich jeszcze tańczyć- jeszcze trzeba mieć z kim tańczyć.
- A ja lubię bale. Jest tak elegancko i dostojnie . Tak inaczej niż w codziennym życiu. Tak wyjątkowo.
- Skoro tak bardzo lubisz bale może chciałbyś iść ze mną? Nie mam partnera, a w szkole nie utrzymuję z nikim jakichkolwiek kontaktów. - spojrzałam na niego błagalnie.
- Wow- zrobił zdziwioną minę- Zapraszasz mnie ? - poruszył śmiesznie brwiami.
Poczułam, że na moją twarz nachodzą rumieńce.
- Jak nie chcesz to nie idź- rzekłam oschle . Jak nie chce to niech nie idzie pójdę sama. Jak zawsze.
- Nie to , że nie chcę. Bardzo chcę. Tylko dziwi mnie to, że mnie zaprosiłaś.
- A co w tym takiego dziwnego?- zaczęłam się dopytywać. Nie lubię zostawiać niewyjaśnionych spraw.
- No nie wiem . Może to, że to chyba chłopak powinien się o takie rzeczy pytać prawda?
- Och chyba żyjesz nie w tym świecie. Może było tak kilka lat temu . Teraz wszystko się zmieniło .
- No jak widać. A kiedy ten bal?- zapytał.
- W piątek o dziewiętnastej . - powiedziałam z uśmiechem. Po raz pierwszy nie pójdę na jakąś uroczystość sama. Pójdę w towarzystwie przystojnego chłopaka. Ciekawe co powie na to jego dziewczyna.
* Piątek godzina 18.47
Już jestem prawie gotowa na bal . Powiem tylko jedno to wszystko jest do mnie niepodobne !
Puk Puk
-Proszę- Kamil wszedł do mojego pokoju w czarnym garniturze.
- Wow- zagwizdał - I dlaczego ty się tak się codziennie nie ubierasz? Wyglądasz przeslicznie. Czekaj zrobię ci zdjęcie. Patrz:

- Weź nie przesadzaj. To ta sukienka jest ładna, nie ja- powiedziałam zalana rumieńcami.
- Ja przesadzam ? Jak wejdziesz na tą salę to wszyscy chłopacy będą się bić, żeby z tobą zatańczyć- powiedział z przekonaniem.
- Wmawiaj sobie wmawiaj. A teraz chodźmy już, bo się spóźnimy.
- Czy dasz mi ten zaszczyt i pojedziesz ze mną na bal ?- zapytał poważnie Kamil.
- Nie mając innego wyjścia muszę się zgodzić- powiedziałam entuzjastyczne.
Kamil tylko pomachał głową. Wyszliśmy z mieszkania. Na moją sukienkę założyłam płaszcz, bo pogoda jak na wiosnę była dość zimowa. Już kierowałam się chodnikiem w stronę szkoły, gdy Kamil złapał mnie za rękę.
- Ej tak się nie bawimy- powiedział cofając mnie- Widziałaś kiedyś księżniczkę, która idzie na bal na piechotę? Nie, no właśnie. Tak więc wsiadaj- powiedział wskazując ręką na czarny samochód. Nie było to jakieś wypasione auto, tylko zwykły samochód. Posłałam Kamilowi pytające spojrzenie- Mojego taty.
Wsiadłam do samochodu. 

____________________________________________
No taki bonusik w środku tygodnia. Jeśli macie jakieś pytania macie tu mojego aska :

niedziela, 3 listopada 2013

Pomoc

Mam do was pytanie. Jak ustawić na blogu opcję komentarza anonimowego? Bo się lekko zmienił wygląd bloggera i nie wiem co jak i gdzie. :)

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 8

*
Pik-pik pik-pik pik -pik- rozległ się głos mojego budzika w telefonie.
Nieprzytomna wyciągnęłam rękę w poszukiwaniu tego urządzenia. Jednak ona natknęła się nie na telefon lecz na rękę. Rękę , która nie była moja. Obmacałam ją i nie czułam tego dotyku.
Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam nikogo innego jak śpiącego Kamila
- Ach to tylko on- powiedziałam sama do siebie. W tym samym czasie wyłączając budzik.
-CO?!- szybko wstałam, a raczej zbiegłam z sofy. Byłam ubrana w wczorajsze ubrania. Co się stało? Wczoraj sobie z nim gadam a dzisiaj śpię z nim na jednej sofie ?!
- Co się stało?- zapytał półprzytomny Kamil, którego najwyraźniej obudziłam moim zejściem.
- Co się stało?! To ja chciałabym się o to ciebie spytać! Wczoraj sobie normalnie gadaliśmy a potem co ? Nic nie pamiętam!
- Spokojnie. - próbował mnie uspokoić co mu w ogóle nie wyszło- Gadaliśmy wczoraj. No i potem ty zaczęłaś płakać no i ja cię przytuliłem no i ty zasnęłaś. To wszystko.
- No i nie przyszło ci do głowy, żebym spała tu SAMA bez CIEBIE
- Nie chciałem cię budzić- odparł penie myśląc, że już będzie wszystko dobrze.
- Ta. - bąknęłam i poszłam do pokoju. Spojrzałam na zegarek . Za dziesięć szósta. No ładnie. Zapomniałam przestawić budzika. Już nie muszę tak wcześnie wstawać. Do szkoły mam może dziesięć minut drogi, więc spokojnie jakby wstała o siódmej by mi wystarczyło.
No cóż . Trudno. Będę miała czas na odrobienie lekcji, których wczoraj nie chciało mi się robić. Tak więc najpierw odrobiłam lekcje, potem szybko skoczyłam pod prysznic i ubrałam się. Na zegarku była już godzina 7.05.  Spakowałam potrzebne dzisiaj książki i poszłam do kuchni. Chyba trzeba zacząć jeść rano śniadanie, bo ostatnio jakoś słabo się czuję .
Położyłam torbę na krześle w salonie. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej dwa jajka. Po chwili poszukiwać w szafce nad zlewem znalazłam patelnię. Usmażyłam jajka. Zjadłam je ze smakiem i poszłam do szkoły.
*
- No to droga młodzieży- zaczęła nawijać babka od biologii- Przez cały tydzień nie będzie lekcji- po klasie rozległy się krzyki i wiwaty- Ale do szkoły musicie przyjść, żeby skończyć dekorację na bal wiosenny . Jeżeli kogoś nie będzie to obniżymy mu sprawowanie .
No więc fajnie . Brak lekcji . No ale z drugiej strony nie fajnie, bo trzeba się męczyć nad tą przeklętą dekoracją.
Poszliśmy na salę gimnastyczną, w której miał odbyć się bal . Sala jak sala. Wielka ! Będzie dużo do dekorowania. Uzgodniliśmy wszyscy, że dzisiaj ( tj. środa) ustroimy ściany i sufit, jutro naszykujemy stoły, a w piątek zrobimy barek i resztę drobnostek.
Nie tracąc czasu zabraliśmy się do pracy. Cała klasa(tj. 29 osób) pracowało. Nikt się nie obijał, bo biolożka miała jakieś wonty nie wiadomo za co.
Około godziny czternastej skończyliśmy robić zaplanowane na dzisiaj czynności. Mogę stwierdzić, że wyszło nam nawet ładnie. Czarno czerwone materiały były porozwieszane po całej hali.
*
Wróciłam do domu. Jest godzina 14.31. Po raz pierwszy jestem w domu o tej porze. Coraz bardziej podoba mi się to mieszkanie. Otworzyłam drzwi. Przy szafce na korytarzu stały dwie pary butów. Jedne męskie- zapewne Kamila, a drugie damskie- za pewne jego dziewczyny. Zostawiłam swoje obuwie na korytarzu, wraz z kurtką i czapką. Weszłam do salonu. Na sofie siedział Kamil i jakaś dziewczyna wpatrzeni w telewizor.  Średniego wzrostu, ciemne włosy zaplecione w warkoczyki. Oj ten Kamil umie sobie wybrać dziewczynę. Na oko była młodsza od niego o jakieś dwa lata, czyli w moim wieku.
- Cześć- rzuciłam kierując się do kuchni.
- Cześć- odpowiedzieli równocześnie.
- Julka chciałbym ci przedstawić Kornelę. Moją siostrę- siostrę? A ja myślałam, że to jego dziewczyna. No cóż.
- Julka- powiedziałam, gdy do niej podeszłam, podając jej rękę.
- Kornela - powiedziała. Po co to mówiła, skoro wiem jak ma na imię ? Nie wiem.- Mieszkasz tu ?
- No tak- odpowiedziałam wracając do kuchni i przeglądając zawartość garnków stojących na kuchencegazowej.
- Współczuję ci - popatrzyłam się na nią- Mieszkać z kimś kto nawet wody zagotować nie umie- zaśmiałyśmy się razem, a Kamil udawał, albo był obrażony.
- Nie wiedziałam , że z niego taki antykucharz- mówiłam przez śmiech.
- Wiecie, że ja tu stoję- powiedział Kamil. Chyba na prawdę się obraził. My nie przestałyśmy się jednak śmiać- Dobra. W takim razie wy się ze mnie nabijajcie a ja będę u siebie.
- Nie gniewaj się -poprosiła go Kornela. On nic nie odpowiedział tylko trzasnął drzwiami swojego pokoju. - Przejdzie mu .
- Mam nadzieję . Nie chcę mieszkać z obrażonym antykucharzem - znowu zaczęłyśmy się śmiać.
Kornela jest taką pogodną dziewczyną . Po kilku minutach spędzonych z nią od razu polepszył mi się humor. Szkoda tylko, że przez poprawienie mojego humoru Kamil się obraził, no ale cóż jego strata.
______________________________________________
No i jest kolejny. Chciałabym wam oznajmić iż Agnieszka autorka bloga rastastory.blogspot.com , która zakończyła swoje opowiadanie będzie mi pomagać z tym opowiadaniem . Sama nie wiem jak to jeszcze będzie wyglądać ale będzie dobrze.
Przepraszam was, że nie dodaję tak często ale nie mam czasu. Są weekendy i w tym czasie postaram się dodawać chociaż po jednym rozdziale.
A teraz mały szantażyk. Jak będzie tutaj dużo komentarzy to dodam w najbliższym czasie kolejny rozdział. Zmobilizujcie się .
A po za tym jakieś pytania, aluzje, pomysły? Chcielibyście coś zmienić,dodać? Chętnie zobaczę wasze zdanie <3

piątek, 25 października 2013

Rozdział 7

Jurek z Anią pojechali do domu. Poszłam do salonu i zaczęłam sprzątać po kolacji. Wyniosłam kartony po pizzy i talerze do kuchni. Po chwili poszukiwań znalazłam płyn do mycia naczyń i zaczęłam myć naczynia.
-Co robisz?!- słyszałam nagle głos Kamila zza moich pleców. Talerz, który aktualnie myłam wyślizgnął mi się z ręki i spadł na  ziemię.
- Co ja robię?! Nie widać? ! - mówiłam zirytowana. Jaki normalny człowiek podchodzi do ciebie od tyłu i mało co nie doprowadza cię do zawału serca ? No właśnie żaden . - Patrz co przez ciebie zrobiłam !- krzyknęłam do niego ręką pokazując rozbity talerz.
- Soryy... - powiedział z smutnym wyrazem twarzy- Nie chciałem. Ja .. Ja tylko..
- Ty tylko co?- wcięłam mu się w słowo.
- Ja tylko chciałem zapytać .. Czy może nie chciałabyś, byśmy się trochę poznali. ? Bo jakby nie patrzeć będziemy razem mieszkać.
W sumie to ten pomysł nie jest zły .
-No okej. Ja też nie chciałabym mieszkać z jakimś nieznajomym - zaśmiałam się - To ja idę pod prysznic , a ty to posprzątaj ! - powiedziałam i szybko zniknęłam za drzwiami, tak aby nie mógł się sprzeciwić.
Poszłam do pokoju , znalazłam w moich rzeczach szeroki t-shirt i szorty . Poszłam do łazienki .
- Oj Kamil chyba sobie trochę poczekasz , bo zamierzam skorzystać z uroków tej łazienki . - powiedziałam sama do siebie .
Zamknęłam za sobą drzwi , nalałam pełną wannę wody , wcisnęłam przycisk . Weszłam do wody i odprężyłam się . Ciepła ciecz zawładnęła moim ciałem . Po raz pierwszy od... od początku mojego życia jest mi dobrze . Rozmyślałam o wszystkim , aż moje myśli zeszły na temat rodziców . W sumie to czemu ja za nimi tęsknię? Przecież oni w ogóle się mną nie przejmowali . Codziennie wracali zalani w trupa i majaczyli jakieś bzdury . A ja jak jakaś idiotka pomagałam im . Pomagałam ze wszystkim . Po co ? Dlaczego ? Bo ich kochałam . Kochałam mimo tego , że mieli mnie kompletnie w dupie . Raz nawet ojciec uderzył mnie w twarz , za to , że nie chciałam dać mu kolejnej butelki alkoholu . To nie był jedyny raz . Ojciec bił mnie i Jurka . Jego może więcej , bo mówił:
- Co to za mężczyzna , który nie umie nawet porządnego alkoholu kupić ?!
I za to przeważnie go bił. To teraz wydaje mi się takie dziwne. Banalne. A wcześniej to było straszne. Jak można bić swoje dzieci tylko dlatego, że nie spełniają każdych twoich zachcianek ? No ale to jest choroba. A jak się jej nie leczy to już tak jest.
Podobnie było z mamą . Ona też miała nas gdzieś i nawet nie zwracała uwagi na to czy jest czysto w domu, czy jest coś do jedzenie, czy jest obiad ugotowany. Ja musiałam się tym wszystkim zajmować. To ja mimo swojego młodego wieku, bo miałam wtedy może 10 lat , już musiałam sprzątać, gotować, prać. Jurek pracował . Ojciec zabronił mu chodzić do szkoły. Kazał mu pracować na to, żeby kupić mu kolejne trunki. Jednym słowem nasze dzieciństwo było tragiczne.
Może to się teraz zmieni ? Może ułożymy sobie życie ? Może...
PUK-PUK
- Julka to ja! Długo zamierzasz tu jeszcze siedzieć? - usłyszałam aksamitny głos zza drzwi- siedzisz tu już prawie godzinę!
O! Jak ten czas szybko leci. Można się zamyślić i zleci ci cały dzień.
- Już wychodzę!- rzuciłam szybko.
Wyszłam z wanny . Założyłam na siebie przyniesione ubrania i wyszłam z łazienki. Odłożyłam moje ubrania, w których dzisiaj nosiłam do pomieszczenia w którym była pralka, suszarka i żelazko.
Skierowałam się do salonu. Przekroczyłam framugę drzwi i zobaczyłam Kamila rozłożonego na sofie, który oglądał jakiś film wojenny.
- No nareszcie!- powiedział, ,gdy mnie zobaczył- Myślałem, że nigdy stamtąd nie wyjdziesz.- zaśmiał się.
Usiadłam obok niego na sofie i bezczynnie zaczęłam się wpatrywać w telewizor.
-Chciałbym iść do wojska- wypalił ni z tąd ni z owąd Kamil.
Popatrzyłam na niego jak na wariata.
- Dlaczego?
- Sam nie wiem . Tak po prostu. Kręci mnie to- dodał z uśmiechem . - Po za tym mam swój zespół muzyczny.
- Ooo. To fajnie. To jesteś jakąś gwiazdą typy Lady Gaga ?- zapytałam ledwo hamując śmiech . Po chwili nie wytrzymałam i oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Nie. Gramy tak dla siebie. Nikt o nas nie wiem .  A jak ktoś już o nas słyszał to jakaś garstka ludzi.
- Aham . To dziwnie to zabrzmi jak poproszę o twój autograf nie ?
- Noo.- odpowiedział i znowu się zaśmialiśmy. - A może opowiesz mi coś o sobie ?
- Co ja mam ci o sobie opowiadać ? -powiedziałam wymijająco.
- No najlepiej wszystko . - zaśmiał się . Czy ten człowiek zawsze się śmieje ?
- No wszystkiego to ja nie dam rady. - zaśmiałam się- No to tak. Jak już wiesz nazywam się Julka. Chodzę do liceum, pierwszej klasy- mówiłam- no niedawno straciłam rodziców...
- Ale jak to ?- przerwał mi wpół zdania.
- No normalnie. Zginęli w wypadku samochodowym.
- Brakuje ci ich ?- zapytał.
- Bardzo- po moich policzkach zaczęły spływać łzy - Tak cholernie mi ich brakuje.
Chłopak przytulił mnie. Nie spodziewałam się takiej reakcji, ale potrzebowałam tego. Potrzebowałam się wypłakać w czyjeś ramię. Po prostu potrzebowałam.
________________

No to tak . Na początku chciałabym was przeprosić, że nie dodałam rozdziału w tamten weekend , ale nie miałam kiedy pisać. Cały weekend zawalony, a jak już miałam coś pisać to ja taka niedojda stanęłam na gwóźdź i mi się w nogę wbił . Tak więc jeszcze raz przepraszam.
Co do rozdziałów. Nie mogę wam obiecać co jaki czas będą. Będą wtedy kiedy będę miała czas na pisanie, a teraz mam go bardzo mało . :(
P.S. Rozdział chciałam zadedykować Anii P. która cały czas wysłuchuje mojego marudzenia . Dziękuję :*


niedziela, 13 października 2013

Rozdział 6

Ja sobie `wbiegam` z hukiem do mieszkania, a tam stoi jakiś chłopak ubrany tylko w dolną część swojej garderoby. 
Na oko ma może 18 lat. Wysoki, ciemne włosy, z tyłu głowy zwisają mu dredy, . Pewnie jakiś ćpun się włamał do mieszkania.
- Kim jesteś i co tu robisz?!- powiedziałam podniesionym tonem głosu. 
Chłopak trochę zmieszany moją obecnością jak i całym zajściem powiedział:
- Właśnie się chciałem o to samo ciebie zapytać. Ja tu mieszkam, a ty?
Że co ? On tu mieszka? Pomyliłam mieszkania czy co? Przecież Ania nic nie wspominała o tym, że ma jakiegoś współlokatora. 
- Ale jak to tu mieszkasz? Przecież tu mieszka Ania, prawda? - co tu się w ogóle dzieje ? Ja wchodzę podekscytowana do mieszkania, w którym będę mieszkać a tu co ? Wyskakuje mi półnagi facet . 
Mój `kolega` chyba się trochę zmieszał, ale to może i dobrze, bo po chwili do mieszkania weszła Ania z Jurkiem. 
- O Kamil! Cześć. Jak dobrze cię widzieć. - powiedziała blondynka przytulając chłopaka, który z czego wywnioskowałam ma na imię Kamil . 
- Hej Anka . Możesz mi jakoś to wszystko wyjaśnić?- zapytał chłopak. 
- I mi też!- wtrąciłam się trochę chamsko. 
- Już chwila , tylko zaniesiemy twoje rzeczy do pokoju.
Jurek i nieznajomy chłopak zeszli do samochodu po moje bagaże. Ja w tym czasie zwiedziłam mieszkanie . 
Nie było one za duże, ale miejsce w nim było idealnie wygospodarowane.
 W łazience był prysznic z hydromasażem, umywalka i wielkie lustro. Obok tego pomieszczenia była toaleta z ubikacją, zlewem i lustrem. 
Naprzeciw łazienki był pokój, który chyba należał do Ani, bo było w nim dużo damskich rzeczy. Pokój jak pokój. Łóżko, szafa, półki, dużo zdjęć i biurko.  
Obok znajdował się kolejny pokój, tym razem mężczyzny. Panujący tu nastrój był inny , niż w reszcie pomieszczeń, które do tej pory `zwiedziłam`.  Łóżko znajdowało się w rogu pokoju. Na środku był zielony puchaty dywan . Na ścianie wisiała flaga . Nie wiem jaka. Była kolory zielono, żółto czerwonego. Może to jakaś ozdoba? Nie wiem . Biurko i kręcony fotel znajdowały się tuż pod flagą. Wielka szafa zajmowała większość miejsca w tym pomieszczeniu, a obok niej stała gitara klasyczna . Chyba jakiś muzyk czy coś z tego Kamila. 
Salon był połączony z kuchnią i jadalnią . Czteroosobowy stół, sofa, telewizor, ława. Jak w normalnym salonie. W kuchni wszystko było zabudowane, więc nie wiem co dokładnie tam jest . 
Mieszkanie ogólnie mi się podoba. Nie jest jakieś ekskluzywne, ale daje radę. 
- Julka chodź do nas- zawołał mnie Jurek z salonu . 
Poszłam do nich i usiadłam na sofie obok brata. 
- No to tak . Julka to jest Kamil. Mój przyjaciel. Mieszka ze mną. Chyba zapomniałam ci o tym powiedzieć. Przeszkadza ci jego obecność tu ? Jak nie chcesz to nie musisz tu mieszkać. Nie chcemy cię do niczego zmuszać. 
- Nie przeszkadza mi , że mam współlokatora, tylko chciałabym się o nim dowiedzieć trochę wcześniej - powiedziałam najgrzeczniej jak potrafiłam , ale chyba mi trochę nie wyszło, bo mina Ani i Jurka mówiła sama za siebie. 
- Tak wiemy. Przepraszamy cię za to , ale po prostu zapomnieliśmy o tym . - powiedział Jurek . 
- No dobrze. Więc wszyscy wszystko wiedzą ? - zapytała Anka . Wszyscy skinęliśmy głowami - no to czas na kolację. Zamówiliśmy pizze.
DING-DONG, DING-DONG
- O właśnie przyjechała pójdę otworzyć- powiedział Kamil . 
Po chwili wszyscy siedzieliśmy przy stole konsumując pizze . 
- No to my się będziemy już zbierać- oznajmił Jurek . 
- No.Przydałoby się. Ciemno już. - powiedziała Anka wyglądając przez okno. 
- Dobrze, tylko uważajcie na siebie- powiedziałam.
- A od kiedy ty się tak o nas martwisz?- zapytał zdziwiony Jurek .
- A od dzisiaj . A co nie mogę ? 
- No dobra. To trzymajcie się - powiedziała Ania i przytuliła mnie i Kamila .- A tu Kamil masz tu wszystkiego pilnować i żadnych dzikich imprez- pogroziła mu palcem . 
- Oczywiście-powiedział i wszyscy się zaśmialiśmy . 

______________________



sobota, 12 października 2013

Rozdział 5

- Julka musimy ci coś powiedzieć- zaczął Jurek.
Muszą mi coś powiedzieć ? Są 3 opcje.
1. Ktoś umarł.
2. Biorą ślub
3. Ania jest w ciąży
Wszystko to jest złe !
- No bo chodzi o to , że ja mieszkam u was i moje mieszkanie stoi puste - zaczęła mówić Ania - i razem z Jurkiem chcieliśmy ci zaproponować zamieszkanie tam.
-Co ?- zdziwiłam się. Co to w ogóle jest ?
- No to mieszkanie jest blisko twojej szkoły. Nie będziesz musiała wcześnie wstawać. Zaoszczędzimy na biletach. A tak po za tym mieszkanie jest przytulne i dość duże.- mówił Jurek.
- I ja mam tam mieszkać ?- nie ukrywałam mojego zdziwienia.

- No tak. A dlaczego nie? Szczerze to sama nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Z jednej strony nie chcę się z nimi zgodzić, ale chciałabym tam mieszkać. Nie ważne jak to mieszkanie wygląda. . Ważne, że nie będę mieszkać z Jurkiem i nie będę musiała słuchać jego gderania
. - Dobra. Zamieszkam tam - odpowiedziałam po dłuższej chwili.
 - To kiedy chcesz się przeprowadzić? - zapytała Ania. Na jej twarzy zrodził się uśmiech. Pewnie dlatego, że... Że co ?
- Nie wiem. Może dzisiaj, albo jutro. Jak wam pasuje- teraz zrobiło mi się trochę głupio.
Patrząc na to z innej strony oni chyba chcieli dla mnie dobrze. Ale ja zawsze widzę tylko te negatywne strony. Dopiero po namyśle dopatruję się tych lepszych. Jeżeli tego wymaga sytuacja.
- Jeżeli chce to idź spakuj swoje rzeczy i możemy jechać. Ile ci czasu potrzeba ? Godzinę? - mówiła Ania .
- Powinna wystarczyć- powiedziałam i z uśmiechem pobiegłam na górę.
Pakowałam wszystko. Ubrania, książki , kosmetyki . Ręczniki i kołdrę chyba tam ma prawda ? No raczej na pewno. Przecież ona tam mieszkała to podstawowe rzeczy powinny tam być.
*
Po około godzinie byłam już spakowana. Wszystko było zapakowane w kilka kartonów i walizkę. Zeszłam do kuchni, w której była Ania i Jurek .
- Ona chyba na prawdę się cieszy z tego mieszkania - mówił Jurek . Wiem, że nie ładnie tak podsłuchiwać, ale zaciekawiła mnie ta konwersacja .
- Na to wygląda. Na początku myślałam, że ona jest rozpieszczoną i zbuntowaną dziewczyną, która myśli, że wszystko może- w tej oto chwili chciałam tam wejść i wszystko jej wygarnąć, ale po chwili usłyszałam - ale ona jest po prostu zagubioną szesnastolatką .
Teraz postanowiłam wejść jakby nigdy nic .
- No ja już spakowana- powiedziałam wesoło. Jurek chyba dalej nie mógł uwierzyć w to co widzi, ale zaraz powiedział:
- Dobra to jedz obiad, a ja zaniosę rzeczy do samochodu .
Jurek z Anią poszli nosić rzeczy, a ja zjadłam obiad. Teraz będę musiała sobie sama gotować ... Trzeba się najeść na zapas.
Zjadłam i poszłam do samochodu . Oni już na mnie czekali . Wsiadłam do auta .
- Napatrz się na swój stary domek - powiedział Jurek - zakładam , że nie będziesz nas często odwiedzać .
- No nie wiem . Zastanowię się . Zależy czy będę głodna - zaśmialiśmy się wszyscy .
- Dobra. A teraz kilka zasad - zaczęła Ania - No to tak . Mieszkanie jest opłacone, więc rachunkami się nie martw. Moi rodzice za nie płacą. Lodówka jest pełna, a pieniądze będziemy ci przywozić co dwa tygodnie przy okazji sprawdzając, czy nie rozwaliłaś domu .
- Dobra - zgodziłam się. Nie mam nic do stracenia .
Do końca drogi milczeliśmy. W tle tylko cicho grało radio .
Po kilkunastu minutach jazdy samochód się zatrzymał. Popatrzyłam przez okno . Moje oczy przyglądały się czteropiętrowemu budynkowi, na około którego było trochę śniegu. Niedaleko znajdował się park, a wokół było dużo drzew i krzewów.
- No to tutaj- powiedziała Ania.
- Ładnie tu - powiedziałam zafascynowana okolicą. Wyobrażałam sobie to miejsce jako jakąś dziurę, a okazało się, że jest kompletnie na odwrót.
Wysiadłam z auta.
- Masz klucze. Mieszkanie numer 6- powiedział Jurek podając mi klucze z ładnym breloczkiem .
Nie czekając na nic poszłam pod wskazane miejsce. Wczłapałam się na ostatnie piętro. Dlaczego to jest na samej górze?  Włożyłam kluczyk do zamka i przekręciła. Niepewnie nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka . To co zobaczyłam dosłownie zwaliło mnie z nóg.

________________________________________________

Witajcie .  Chciałabym was przeprosić, że wczoraj nie dodałam rozdziału, ale mam małe problemy z internetem i rozdział pisałam na komórce. Kolejny rozdział powinien się pojawić jak problemy internetowe znikną, lub jak coś napiszę na telefonie. Nie wiem kiedy to będzie. Dziękuję wam za tyle wejść. <3
Macie jakieś pomysły nad dalszymi losami Julki ?


sobota, 5 października 2013

Rozdział 4

Dni miały mi rutynowo. Wszystko było cały czas takie same . Jak w jakimś czarno-białym filmie bez głosu. Całe 7 kolejnych dni było takich samych. Nie licząc weekendu, który cały przespałam.
Dzisiaj znowu tak jak co ranek wstałam i poszłam do szkoły.
Ta cała Ania zamieszkała u nas. W sumie nie jest taka zła, ale boli mnie to , że mój brat układa sobie życie a ja stoję  w miejscu. Cały czas cierpię. Chcę być kochana. Czy to aż tak wiele ?
Teraz siedzę w klasie i czekam na dzwonek. Na biologię.Koło mnie usiadł Konrad. Hmmm. Konrad . Dlaczego on dalej ze mną siedzi ?
Konrad to taki z mojego punktu widzenia trochę dziwny człowiek.Dopiero przyszedł do szkoły, a już ma masę znajomych . Wszyscy się ubiegają o jego względy . Według mnie to trochę dziwne. A może tylko mi się tak wydaje ? A może to dlatego, że o moje towarzystwo nikt nawet nie prosił?
Dzyń.!
Nareszcie ten dzwonek. Co ja gadam ? Cieszę się z dzwonka na lekcje ? Większość pomyśli , że jakaś opętana jestem. Ale ja po prostu chcę już iść . Iść do domu. Chociaż chyba nie . Nie chcę znowu patrzeć jak oni się miziają.
Po chwili do sali weszła nauczycielka .
-Dzień dobry ! Siadajcie - po co ona każe nam siadać jak już wszyscy siedzą? Ach ta jej logika . - Jak już pewnie wiecie zbliża się Wiosenny Bal, który jest tradycją naszej szkoły. A wniosku z tym, że ja jestem odpowiedzialna za zorganizowanie go wybrałam waszą klasę do robienia dekoracji.
-Uuuuuu- wszyscy wybuchli. - Dlaczego my ?!
- Koniec! Jak nie chcecie to nie róbcie nic, ale to wy będziecie się wstydzić nie ja - ale się zbulwersowała.
- Decyzja należy do was. Dzisiaj o 13.00 jest spotkanie dotyczące balu . Jeżeli nie przyjdziecie to... nawet nie chcę myśleć co z wami będzie-  Nauczycielka już więcej na tej lekcji nie wspominała o balu  .
 I tak na niego nie pójdę. Nigdy nie chodziłam na takie `uroczystości`. Jestem typem dyskotekowca, że tak powiem .
Lubię chodzić na dyskoteki do klubów, gdzie nikt mnie nie zna. Gdzie jestem anonimowa i nikt nie wiem co i kiedy w moim życiu się wydarzyło. Gdzie wszyscy traktują mnie jak normalnego człowieka .
Lekcja jak lekcja. Strasznie nudna. JA siedziałam cały czas patrząc się w okno, a Konrad rozmawiał z kolegą z ławki obok. Po co on ze mną siedzi jak mnie olewa? W sumie to dobrze, że mnie lewa, ale po co jest ze mną w ławce? Nie może się przesiąść?
Dzyń
I koniec pierwszej lekcji. Jeszcze tylko 4 .... I to głupie spotkanie . Iść na nie czy nie iść? Nie chce mi się iść. Ale chyba pójdę. Jakoś tak z dobrej woli.
Spakowałam książki do torby i wyszłam z klasy . Idę korytarzem włączam sobie muzykę w telefonie a tu nagle bum.
- Przepraszam nie chciałam- zaczęłam szybko nie patrząc nawet w kogo uderzyłam . Podniosłam wyżej oczy i zobaczyłam nikogo innego jak Konrada.
- Nic się nie stało.- burknął - Następnym razem parz jak chodzisz, a nie w innym świecie żyjesz.
- Ja żyje w innym świecie powiadasz ?! - zirytował mnie .
- Tak ! I założę się , że w tym twoim świecie nie ma czegoś takiego jak wiosenny bal .
- Do czego zmierzasz ?! Przejdź do rzeczy a nie w bawełnę owijasz - to stawało się już coraz bardziej żałosne. Ale z innego punktu widzenia od tygodnia to była moja najdłuższa wymiana słów.
- Do czego zmierzam ? Do tego , że mogę się założyć, że ktoś taki jak ty na pewno nie przyjdzie na bal.
- Tak sądzisz ? To się przekonamy- powiedziałam i odeszłam .
Co ja zrobiłam ? Teraz muszę iść na ten przeklęty bal . Po co? Żeby udowodnić jakiemuś debilowi , że nie żyję w innym świecie. Dziecinne. Ale cóż nic już nie zmienię. Słowo się rzekło.
Poszłam pod sale numer 21 na polski. Dobrze, że na innych lekcjach z nim nie siedzę. Nie wiem jakim sposobem. Chyba klasy są większe, ale nie wiem na pewno. Mniejsza z tym najważniejsze jest to, że siedzę sama. Sama jak palec.
*
Po lekcjach poszłam do auli gdzie, jak się dowiedziałam, ma odbyć się owe zebranie . Szybko i w podskokach . Dlaczego ? Nie pytać . Sama nie wiem .
Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Byłam ostatnia.
- O panna Kwiatkowska zaszczyciła nas swoją obecnością - powiedziała nauczycielka . Co ona do mnie ma?
Szybko zajęłam wolne krzesło, które na moje nieszczęście znajdowało się obok Konrada. Usiadłam a on uśmiechnął się do mnie . O co temu człowiekowi chodzi? Najpierw nachodzi mnie na przerwie a teraz się do mnie uśmiecha ? Jaka w tym logika ?
Okazało się , że nie będzie tematu balu jako tematu tylko kolory . A mianowicie czarny i czerwony . Wszystko ma być o taki barwach . Chore....
W tym tygodniu nie mamy lekcji tylko przygotowujemy ten bal . Fajnie . Nie ma lekcji. Bal będzie w piątek . Ten piątek . Babka od biologii chyba o nim zapomniała i teraz musi wszystko na gwałt szykować .
Po zebraniu szybko ruszyłam na autobus.
Tym razem postanowiłam usiąść z przodu. Tak dla odmiany. Usiadłam . Kierowca dziwnie się na mnie popatrzył. Co on nie ma co robić ? Przecież jakby już ruszył to szybciej w domu bym była.
- Jedzie pan ?!- powiedziałam bardziej twierdząco niż pytająco .
Po około 20-30 minutach byłam już w domu. Usiadłam przy stole w kuchni . Jadłam obiad gdy nagle do kuchni wparował Jurek z Anią .
- Julka musimy ci coś powiedzieć.....


________________________________________
Jak myślicie co Jurek chce powiedzieć Julce ?
Jakieś pytania , aluzje ?




wtorek, 1 października 2013

Rozdział 3

Dzyń... Dzyń... Dzyń...
Grrr. Znowu ten budzik... Wyłączyłam to nieznośne urządzenie i poczłapałam, bo chodzeniem tego nie można było nazwać, do łazienki.
Nie malowałam się dzisiaj.  Nigdy tego nie robię. Nie obchodzi mnie to jak będę wyglądać. Ani to co o mnie sobie inni pomyślą.
A tak po za tym lubię męskie bluzy. Kocham je. Są takie ciepłe i wygodne. A może tu nie chodzi o wygodę i ciepło? Tylko o to , że brakuje mi kogoś kto by mnie przytulił ?  Czasem jak idę przez park, albo nawet przez osiedle i widzę taką parę ludzi. Chłopaka i dziewczynę, który trzymają się za ręce i przytulają, to czuję taką pustkę w sercu. Potrzebuję kogoś kto by się mną `zajął` . Zaopiekował. Przytulił, gdy będę smutna. Po prostu był przy mnie .
No więc jak to w moim codziennym zwyczaju wygrzebałam jakąś męską bluzę i spodnie. Szybko je na siebie włożyłam i zbiegłam na dół. Do kuchni.
To co tam zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Jurek stał przy kuchence w samych shortach. Ale to nie to mnie tak wkurzyło. Za nim stała wysoka blondynka, obejmująca go od tyłu.
 - Co to kurwa jest. ?! - krzyknęłam. Co on sobie myśli? Że przyprowadzi sobie jakąś laskę i będzie fajnie. ? Nie. To też mój dom. A ja nie chce słuchać jak oni nie wiadomo co robią. ...
- No ja to co ?- w końcu odezwał się zdezorientowany Jurek- to jest moja dziewczyna Ania.
Popatrzyłam się na obydwoje jak na idiotów. Ta jego blondyna podeszła do mnie i wyciągnęła do mnie rękę.
- Ania - powiedziała.
Olałam ją . Wyszłam z kuchni i rzuciłam na odchodne:
- Miłej zabawy...!
Tak jak poprzedniego dnia jechałam tym samym autobusem, siedziałam na tym samym miejscu i nawet ta starsza kobieta się do mnie przysiadła. Wszystko stało się takie rutynowe. Jak mogę to stwierdzić w ciągu drugiego dnia ? A no nie mogę, ale od początku roku szkolnego, czyli od jakiś 6 a może nawet 7 miesięcy tak jeżdżę i wszystko jest mniej więcej tak samo oprócz tej kobiety. Taki wyjątek mi się tu przypałętał.
Gdy weszłam do szkoły znowu czułam te spojrzenia ludzi na sobie. Czy oni nie mają lepszych rzeczy do roboty?
Tym razem lekcje miałam w sali 231, czyli na samej górze szkoły . Ach ta nieszczęsna biologia. No nie powiem, że zła z biologii jestem, bo mam same 6 ,ale po prostu nie lubię tego przedmiotu.
Doszłam do odpowiedniej klasy . Usiadłam na ławeczce i cierpliwie czekałam na dzwonek. Przeglądałam coś na telefonie. Na facebooka weszłam. Nic się nie zmieniło od wczorajszego wieczora.
Za chwilę zadzwonił dzwonek. Weszłam do klasy. Usiadłam przy swojej ławce.
- Dzień dobry- zabrzmiał donośny głos nauczycielki.- Mam dla was wiadomość. Do waszej klasy dojdzie nowy uczeń. Chodź do nas . - do klasy wszedł średniego wzrostu chłopak z dredami . Od razu nie przypadł mi do gustu. Ma dredy, zapewne słucha reggae . Na pewno ćpa.
- Cześć. Konrad jestem .- przywitał się. Miał ładny głos. Jeden plus dla niego .
- Konrad znajdź sobie miejsce- powiedziała nauczycielka.
Rozejrzałam się po klasie. O fuck. Wolne miejsce jest tylko obok mnie ... Dlaczego ?!
Konrad stanowczy krokiem podszedł do mnie i zapytał:
- Mogę?- i co ja mam mu powiedzieć ? No chyba raczej musi tu usiąść ....
- Tak .
Usiadł obok mnie . Podał mi rękę i powiedział:
- Konrad.
- Julka .
Konrad do końca lekcji się do mnie nie odezwał. Korzystał z mojego podręcznika, bo on jeszcze nie zdążył go kupić.
Konrad od razu znalazł sobie kumpli, a większość dziewczyn w kasie na niego leciała. Ja jestem wyjątkiem . On mi jakoś nie pasuje. Jest arogancji i zbyt pewny siebie . Coś mi w nim nie pasuje .



________________________________________________


Trochę krótki, ale w środku tygodnia nic dłuższego nie wyskrobię. Pisząc ten rozdział nie zdążyłam odrobić lekcji, więc jak dostanę szmatę to przez was . <3 hehe .;)  Liczę na komentarze. ;) Jak będzie ich dużo to postaram się coś jeszcze napisać w tym tygodniu ;**


sobota, 28 września 2013

Rozdziały.

Rozdziały będą się pojawiały w weekend. Jak będę miała czas to może wstawię coś w tygodniu, ale nie obiecuję. Czekajcie cierpliwie. Kocham <3

Rozdział 2

 Otworzyłam drzwi budynku i stanowczym krokiem zaczęłam zmierzać do sali numer 21 .  Czułam na sobie wszystkie spojrzenia. Wszyscy tu obecni mierzyli mnie wzrokiem. Co oni sobie myślą? To , że straciłam rodziców nie usprawiedliwia ich zachowania. Chcę być normalną dziewczyną, a nie odmieńcem.  CO ja gadam? Ja jestem normalna, a oni widzą we mnie... No właśnie co ?
Przyspieszyłam krok i poszłam pod odpowiednią salę. Usiadłam na podłodze opierając się o ścianę. Do lekcji zostało mi 23 minuty. Wyciągnęłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i włączyłam piosenkę, która najbardziej do mnie przemawia. "Dni których jeszcze nie znamy " Marka Grechuty.
Na korytarzu zaczął się zbierać spory tłum ludzi. Popatrzyłam na zegarek w telefonie. 8.01. Był już dzwonek na lekcje. Wstałam szybko z podłogi i schowałam mój `sprzęt muzyczny` i weszłam do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce przy oknie. Wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć jakby nie wiem co miała na sobie, albo jak wyglądała. Nawet nauczycielka. Nawet ona mnie nie upomniała, że się na lekcje spóźniłam.  Na szczęście nikt się do mnie nie przysiadł. Siedziałam cały język polski sama.
Nauczycielka mówiła coś o jakimś przedstawieniu, które ma się odbyć u nas w szkole. Nosi ono tytuł `Romeo i Julia`. Jakoś to do mnie nie przemawia. Owszem lubię występować, ale nie w takich spektaklach. Ta historia jest trochę bez sensu, bo kto normalny w czasach współczesnych przeżyłby taką historię?  No właśnie nikt.
Reszta lekcji minęła spokojnie. Nie obyło się oczywiście od dziwnych spojrzeń rzucanych w moją stronę. Były to spojrzenia pełne współczucia i smutku. Nie wiem co tym ludziom da, że będą mnie traktowali jak ofiarę losu. Dla nich to pewnie jakaś zabawa. A dla mnie? Dla mnie to jest poniżające. Nigdy nie lubiłam gdy ktoś się nade mną litował. A to co oni wszyscy robią to nic innego jak litowanie się nade mną .
Poszłam na przystanek. Najbliższy autobus o 15.07, czyli za 3 minuty. Ja to mam szczęście. A może też litość?
Po chwili przyjechał autobus. Kupiłam bilet i usiadłam na moim `stałym` miejscu. Tym razem nikt się do mnie nie przykolegował. I dobrze. Teraz potrzebuję samotności. A może nie ? Może to tylko samotność potrzebuje mnie , a ja się tylko poddaję?
Dlaczego życie jest takie skomplikowane? Dlaczego nie może być takiej `sielanki` jak w filmie? Wtedy wszyscy byliby szczęśliwi. Wszystko byłoby idealne. A jak coś by się zepsuło to za jakiś czas samo się naprawi. Nikt nikogo by nie tracił. Każdy by tylko zyskiwał. Nie byłoby ludzkich horrorów. Wszystko byłoby jednym słowem prostsze.
Autobus się zatrzymał. Wyszłam i skierowałam się w stronę domu.
Otworzyłam drzwi i zamknęłam je z hukiem, by oznajmić mojemu kochanemu braciszkowi, że już wróciłam do domu. Zostawiłam torbę na schodkach do górnej części mojego domu i weszłam do kuchni.
W kuchni był  mój brat, który nakładał mi obiad.
~ O. Postarał się zrobił schabowe i ziemniaki. No po prostu na Masterchefa idź.
Zjadłam to co przygotowane zostało i nie odzywając się do nikogo poszłam do mojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i włączyłam laptopa. Po dłuższej chwili, bo to lekka cegła, się włączył. Weszłam na takie coś jak facebook . Zobaczyłam kilka postów:
` Życie nie daje nam tego czego chcemy, tylko to co dla nas ma`
` Nie mogłabym tak żyć`
` Mamo , Tato kocham was`
Zrobiło mi się dziwnie, ale zaraz to minęło i zaczęłam się śmiać. Śmiać z tego jacy ludzie są ułomni. Czy oni nie wiedzą , że ja mam facebook`a i to czytam ? Masakra. Jednym słowem masakra.
Szybko zamknęłam laptopa. Odrobiłam lekcje, chociaż nie wiem po co jak i tak pewnie mi nikt nie wstawi szmaty, bo sobie pomyślą:
`O to ta co jej rodzice w wypadku zginęli. Jej dzisiaj nie pytamy, ani nie sprawdzamy zadania. Jeszcze się dziewczyna załamie`
A nie mam racji? Każdy tak myśli. Każdy traktuje mnie jak ofiarę losu.  Każdy...
Odrobiłam szybko te lekcje i nim się obejrzałam było już ciemno. Nie byłam głodna, więc tylko wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać, bo jutro znowu szkoła.


___________________________________________________________________-

Witam . Jakoś tak dziwnie się czuję pisząc ten rozdział. Czytając komentarze pod ostatnim rozdziałem padły pytania:
-  Czy w opowiadaniu będzie Kamil?
- Ona ma 16 lat i pije i pali?'

Tak. W opowiadaniu będzie Kamil, tylko jeszcze nie wiem kiedy. A co do Julki to ona ma 16 lat i pije i pali, ale nie jakoś nałogowo, tylko okazjonalnie. Jak jest jakaś impreza czy coś.
A i jeszcze jedno. To wszystko rozgrywa się jeszcze przed Mam Talent, więc to był rok 2010 ;> hehe . Może to trochę dziwne, ale jakoś tak mi się to wyobraża.



piątek, 20 września 2013

Rozdział 1


Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy 

Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy 

Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy
                       Marek Grechuta                    
Dzyń...... Dzyń..... Dzyń......
- Julka ! Wyłącz ten budzik ! - wołał z kuchni Jurek, mój brat. 
Leniwie podniosłam rękę i wyłączyłam ten budzik i zaczęłam wstawać. Podniosłam się z łóżka po czym skierowałam się do łazienki, która jest naprzeciw mojego pokoju. Umyłam twarz i spojrzałam w lustro. 
Przede mną stała średniego wzrostu brunetka z zielonymi dużymi oczami, prostymi włosami i delikatną cerą. Z pozoru wygląda na zwyczajną 16-latkę. Szczęśliwą i wesołą. 
Ale czy taka jest ?
Nie. Ona jest nieszczęśliwa i na każdym kroku to sobie to uświadamia. Ona cały czas cierpi. Straciła najbliższe jej osoby. Rodziców. Została sama z Jurkiem. 
Jacek to mój brat. Nie darzę go jakimś uczuciem, bo jest strasznie nadopiekuńczy i na każdym kroku mnie kontroluje. Jest dla mnie jak matka i ojciec. A ja nie chcę, by taki był. Po śmierci rodziców wszystko się zmieniło. Wcześniej dogadywaliśmy się jak żadne inne rodzeństwo. On jest cztery lata ode mnie starszy, ale mimo to zabierał mnie na różne imprezy. Był dla mnie jak prawdziwy przyjaciel, któremu bezgranicznie ufałam. A od ostatnich trzech tygodni zachowuje się jak... Nie wiem jak to określić. Jak jakiś psychol. Nie chcę go takiego. Chcę starego Jurka. 
Ostatnio robię to na co mam ochotę. Chodzę na imprezy, piję , palę . Wszyscy sąsiedzi patrzą na mnie ze współczuciem. Ja tego nie chcę ! Chcę, żeby traktowano mnie normalnie. Jak człowieka. Jak starą dawną Julkę. Jak mnie. Ale to się chyba nie stanie. Moi dawni znajomi gdy tylko mnie zobaczą podchodzą do mnie i mówią mi jak bardzo mi współczują.  Traktują mnie jak ofiarę losu, którą nie jestem . 
Umyłam zęby i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z dużej drewnianej szafy mój standardowy strój. A tak dokładniej to męską bluzę i czarne rurki. Szybko włożyłam na siebie ubrania , wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół. 
- No nareszcie zeszłaś- powiedział Jacek, gdy tylko przekroczyłam próg kuchni.
Nie skomentowałam tego, bo mam już dość kłótni z nim , których w ubiegłym tygodniu było na prawdę dużo. 
Położyłam moją torbę obok krzesła. Podeszłam do lodówki. Otworzyłam ją i wyciągnęłam opakowanie parówek. Wyciągnęłam dwie, położyłam je na talerzu i wsadziłam do mikrofali. Po 30 sekundach usłyszałam charakterystyczne :
PIK-PIK-PIK
Wzięłam widelec i zjadłam ze smakiem parówki. Jurek przyglądał mi się dziwnie, ale nie odezwał się do mnie ani słowem. Ja też się nie odzywałam, bo jeszcze znowu jakaś kłótnia się nasunie.
Zjadłam posiłek, wzięłam torbę i wyszłam. 
Zmierzałam w kierunku przystanku autobusowego, z którego pojadę do szkoły. Przerąbane jest mieszkać na przedmieściach Wrocławia i z tąd dojeżdżać do szkoły. Zamiast budzić się o godzinie 7:00 , trzeba wstawać o 6:00. No ale cóż.
 Life is brutal. 
Doszłam do przystanku i akurat podjechał mój autobus. Kupiłam bilet i zajęłam moje stałe miejsce na końcu przy oknie. Włożyłam słuchawki do uszu i odpłynęłam w dźwiękach Pezeta. 
Z transu wybudziła mnie pewna starsza kobieta, która najwyraźniej nie znalazła wolnego miejsca w autobusie.
- Mogę ? - zapytała. 
Nic nie odpowiedziałam , tylko zdjęłam moją torbę z siedzenia obok. 
Po kilku minutach wpatrywania się w szybę wysiadłam z autobusu. Z przystanku do szkoły mam jakieś 10 minut spacerkiem.
Za chwilę byłam już  w szkole. Otworzyłam drzwi budynku i pewnym krokiem zaczęłam zmierzać do sali 21 , w której miałam pierwszą lekcję. 

___

Cześć . Mam na imię Ola i mam 14 lat. Pisanie jest moją pasją i lubię to robić. Na razie wstawiam taki krótki rozdział. Mam nadzieję, że będą się one pojawiały raz albo dwa razy w tygodniu najczęściej w piątek i sobotę. Mam nadzieję , że wam się ono spodoba. Piszę jeszcze jednego bloga :
bednarekstory.bloog.pl
Zapraszam ;)