Translate

sobota, 5 października 2013

Rozdział 4

Dni miały mi rutynowo. Wszystko było cały czas takie same . Jak w jakimś czarno-białym filmie bez głosu. Całe 7 kolejnych dni było takich samych. Nie licząc weekendu, który cały przespałam.
Dzisiaj znowu tak jak co ranek wstałam i poszłam do szkoły.
Ta cała Ania zamieszkała u nas. W sumie nie jest taka zła, ale boli mnie to , że mój brat układa sobie życie a ja stoję  w miejscu. Cały czas cierpię. Chcę być kochana. Czy to aż tak wiele ?
Teraz siedzę w klasie i czekam na dzwonek. Na biologię.Koło mnie usiadł Konrad. Hmmm. Konrad . Dlaczego on dalej ze mną siedzi ?
Konrad to taki z mojego punktu widzenia trochę dziwny człowiek.Dopiero przyszedł do szkoły, a już ma masę znajomych . Wszyscy się ubiegają o jego względy . Według mnie to trochę dziwne. A może tylko mi się tak wydaje ? A może to dlatego, że o moje towarzystwo nikt nawet nie prosił?
Dzyń.!
Nareszcie ten dzwonek. Co ja gadam ? Cieszę się z dzwonka na lekcje ? Większość pomyśli , że jakaś opętana jestem. Ale ja po prostu chcę już iść . Iść do domu. Chociaż chyba nie . Nie chcę znowu patrzeć jak oni się miziają.
Po chwili do sali weszła nauczycielka .
-Dzień dobry ! Siadajcie - po co ona każe nam siadać jak już wszyscy siedzą? Ach ta jej logika . - Jak już pewnie wiecie zbliża się Wiosenny Bal, który jest tradycją naszej szkoły. A wniosku z tym, że ja jestem odpowiedzialna za zorganizowanie go wybrałam waszą klasę do robienia dekoracji.
-Uuuuuu- wszyscy wybuchli. - Dlaczego my ?!
- Koniec! Jak nie chcecie to nie róbcie nic, ale to wy będziecie się wstydzić nie ja - ale się zbulwersowała.
- Decyzja należy do was. Dzisiaj o 13.00 jest spotkanie dotyczące balu . Jeżeli nie przyjdziecie to... nawet nie chcę myśleć co z wami będzie-  Nauczycielka już więcej na tej lekcji nie wspominała o balu  .
 I tak na niego nie pójdę. Nigdy nie chodziłam na takie `uroczystości`. Jestem typem dyskotekowca, że tak powiem .
Lubię chodzić na dyskoteki do klubów, gdzie nikt mnie nie zna. Gdzie jestem anonimowa i nikt nie wiem co i kiedy w moim życiu się wydarzyło. Gdzie wszyscy traktują mnie jak normalnego człowieka .
Lekcja jak lekcja. Strasznie nudna. JA siedziałam cały czas patrząc się w okno, a Konrad rozmawiał z kolegą z ławki obok. Po co on ze mną siedzi jak mnie olewa? W sumie to dobrze, że mnie lewa, ale po co jest ze mną w ławce? Nie może się przesiąść?
Dzyń
I koniec pierwszej lekcji. Jeszcze tylko 4 .... I to głupie spotkanie . Iść na nie czy nie iść? Nie chce mi się iść. Ale chyba pójdę. Jakoś tak z dobrej woli.
Spakowałam książki do torby i wyszłam z klasy . Idę korytarzem włączam sobie muzykę w telefonie a tu nagle bum.
- Przepraszam nie chciałam- zaczęłam szybko nie patrząc nawet w kogo uderzyłam . Podniosłam wyżej oczy i zobaczyłam nikogo innego jak Konrada.
- Nic się nie stało.- burknął - Następnym razem parz jak chodzisz, a nie w innym świecie żyjesz.
- Ja żyje w innym świecie powiadasz ?! - zirytował mnie .
- Tak ! I założę się , że w tym twoim świecie nie ma czegoś takiego jak wiosenny bal .
- Do czego zmierzasz ?! Przejdź do rzeczy a nie w bawełnę owijasz - to stawało się już coraz bardziej żałosne. Ale z innego punktu widzenia od tygodnia to była moja najdłuższa wymiana słów.
- Do czego zmierzam ? Do tego , że mogę się założyć, że ktoś taki jak ty na pewno nie przyjdzie na bal.
- Tak sądzisz ? To się przekonamy- powiedziałam i odeszłam .
Co ja zrobiłam ? Teraz muszę iść na ten przeklęty bal . Po co? Żeby udowodnić jakiemuś debilowi , że nie żyję w innym świecie. Dziecinne. Ale cóż nic już nie zmienię. Słowo się rzekło.
Poszłam pod sale numer 21 na polski. Dobrze, że na innych lekcjach z nim nie siedzę. Nie wiem jakim sposobem. Chyba klasy są większe, ale nie wiem na pewno. Mniejsza z tym najważniejsze jest to, że siedzę sama. Sama jak palec.
*
Po lekcjach poszłam do auli gdzie, jak się dowiedziałam, ma odbyć się owe zebranie . Szybko i w podskokach . Dlaczego ? Nie pytać . Sama nie wiem .
Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Byłam ostatnia.
- O panna Kwiatkowska zaszczyciła nas swoją obecnością - powiedziała nauczycielka . Co ona do mnie ma?
Szybko zajęłam wolne krzesło, które na moje nieszczęście znajdowało się obok Konrada. Usiadłam a on uśmiechnął się do mnie . O co temu człowiekowi chodzi? Najpierw nachodzi mnie na przerwie a teraz się do mnie uśmiecha ? Jaka w tym logika ?
Okazało się , że nie będzie tematu balu jako tematu tylko kolory . A mianowicie czarny i czerwony . Wszystko ma być o taki barwach . Chore....
W tym tygodniu nie mamy lekcji tylko przygotowujemy ten bal . Fajnie . Nie ma lekcji. Bal będzie w piątek . Ten piątek . Babka od biologii chyba o nim zapomniała i teraz musi wszystko na gwałt szykować .
Po zebraniu szybko ruszyłam na autobus.
Tym razem postanowiłam usiąść z przodu. Tak dla odmiany. Usiadłam . Kierowca dziwnie się na mnie popatrzył. Co on nie ma co robić ? Przecież jakby już ruszył to szybciej w domu bym była.
- Jedzie pan ?!- powiedziałam bardziej twierdząco niż pytająco .
Po około 20-30 minutach byłam już w domu. Usiadłam przy stole w kuchni . Jadłam obiad gdy nagle do kuchni wparował Jurek z Anią .
- Julka musimy ci coś powiedzieć.....


________________________________________
Jak myślicie co Jurek chce powiedzieć Julce ?
Jakieś pytania , aluzje ?




3 komentarze:

  1. Sorry że nie komentuje każdego rozdziału, ale mi sie nie chce. Ale wiedz że wiernie czytam i czekam z niecierpliwością na nowe. Twój blog jest świetny. A co do jurka może powiedzą że anka jest w ciąży albo że biorą ślub. Kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  2. Sorry że nie komentuję pod każdym rozdziałem ale mam takie pytanie czy brat Julki nie nazywał się Jacek a nie Jurek ?? A tak wgl świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział spoko ;) Może Jurek powie że oni wyjeżdzają???

    OdpowiedzUsuń